Teatr lalki ma podobnie wielowiekową tradycję co teatr aktora, rozwijały się równolegle. O ile aktor teatru lalki ma wiedzę, jak dzieli się jego narzędzia pracy (marionetki, kukiełki, pacynki, jawajki), o tyle świadomość przeciętnego Kowalskiego zatrzymuje się na pacynkach, marionetkach, czyli po prostu lalkach, sterowanych przez lalkarza – aktora w teatrze lalki. Istotą jest fakt kierowania przez człowieka, dla niektórych rozróżnienie czy to pacynka, czy jawajka, czy jeszcze coś innego jest zwyczajnie nieprzydatne.
Sprawczość! Sprawczość do kupienia! Sprawczość na wagę złota!
Tak sobie wyobrażam przekupkę, która na targu krzyczy z impetem, by wychwalać swój deficytowy towar: „Sprawczość! (przy każdym słowie jest głośniejsza). Sprawczość na wagę złota! Sprawczość – towar dla każdego rodzica! Dla każdego dziecka! Dla każdego człowieka!”. Oczywiście towar byłby drogi, bo przecież nic taniego nie ma wartości – tak przynajmniej myśli gros ludzi na świecie. Naturalnie, nie da się kupić sprawczości, bo żadnej wartości nie da się opłacić i mieć ją natychmiast po sfinalizowaniu transakcji. Skoro jednak nie sposób kupić i mieć od razu, można ją wypracować, z czyjąś pomocą lub samodzielnie.
Sprawczość to poczucie kontroli nad swym życiem, świadomość zadań czy wyzwań, jakie stawia przed człowiekiem rzeczywistość. Sprawczość według mnie jest świadomością siebie i swoich zadań w życiu oraz co równie ważne, realizacją tych zadań. Nie można przecież pozostać na świadomości, sprawczość ma swe źródło w samoświadomości, ale kończy się w działaniu.
Sprawczości nieodłącznie towarzyszy poczucie skuteczności. Ktoś mający poczucie skuteczności to człowiek, który ma, jak napisał Albert Bandura w swej teorii uczenia się, „zdolności do organizowania i wykonywania działań niezbędnych do osiągnięcia określonych celów” (Bandura A., Self-Efficacy: The Exercise of Control, 1997). Od poczucia skuteczności wiedzie prosta droga do poczucia sprawczości, żadna z tych wartości nie istnieje osobno.
„Będzie dobrze” – sprawczość?
Niegdyś Polacy zapisali się niechlubnie na mapie malkontentów, osiągając wysokie pozycje światowe. Dziś już to narzekactwo polskie odchodzi – na szczęście – w zapomnienie, choć nie ustąpiło zupełnie. Taka postawa wskazuje na istotę sprawy: w języku, nazywaniu rzeczywistości tkwi prawda, która odsłania, kim jest autor wypowiedzi. Innymi słowy, jak i co się mówi, to pokazuje, jakie ma się nastawienie. Właśnie! Potęga zaimka zwrotnego „się”! Coś się stało, udało się lub nie udało… To, jak opisujemy nasze działania ujawnia, gdzie jest nasze poczucie kontroli: na zewnątrz czy wewnątrz. Człowiek z zewnętrznym poczuciem kontroli powie: „nie udało się”, człowiek z wewnętrznym poczuciem kontroli mówi: „nie zrobiłem tego”. W obydwu zdaniach jest porażka, jednak w tej pierwszej podwójna, bo podmiot zdarzeń nie chce wziąć odpowiedzialności za nią. Siła wypowiedzi jest wielka. Można powiedzieć: „Będzie dobrze, uda się!”. Ale można też powiedzieć: „Będzie dobrze, bo wiem, co zrobić i zrobię to!”.
Na początku byli… rodzice!
Jeśli dziecko jest niechętne do działania, brakuje mu inicjatywy, myśli o sobie w kategoriach niemocy, czy należy szukać winnego? Takie poszukiwania wypływają z naszej ludzkiej natury, chcemy znaleźć odpowiedzialnego i oddalić winę od siebie. Czy to się nie zdarza? Oczywiście, że tak jest, ale na niewiele się to zdaje. Warto spojrzeć inaczej, nie w kategorii winy a przyczyny.
Na początku życia dziecka są komunikaty rodzica – werbalne i niewerbalne – czy dziecko zasługuje na miłość i czy może być sprawcze w swoim życiu. Te dwie wartości, miłość i sprawczość przeplatają się, obydwie budują poczucie własnej wartości dziecka. Jeśli rodzic-helikopter (funkcjonalna nazwa nadopiekuńczego rodzica) chroni dziecko nadmiernie, daje mu poczucie niemocy. Jego pociecha utwierdza się w przekonaniu, jakie żywi taki rodzic, że świat jest pełen zagrożeń i musi być w ciągłej gotowości wobec nich. Wycofane, zalęknione dziecko ma niskie poczucie własnej wartości i szereg dolegliwości, które utrudniają mu funkcjonowanie w życiu.
Dziecko rezonuje z rodzicami, nastolatek zaś może nabyć abulii w innych okolicznościach, przez inne czynniki środowiskowe. Niedawno mieliśmy tragiczny ciąg zdarzeń ogólnoświatowych, które doprowadziły młodych ludzi do uwiądu wartości i postaw. W związku z tym zdarzeniem, którego skutki psychiczne u młodzieży odczuwamy do dziś, warto umieć rozdzielać sytuacje, na które ma się wpływ od takich, które są poza wpływem i działaniem człowieka. To także jest sprawczość.
Żyj czyli działaj! To jak domino.
Bycie rodzicem to nie lada sztuka. To bezsprzeczny fakt, że to sztuka. Odpuszczenie, czyli dawanie dziecku sprawstwa, poczucia mocy, świadomości, że jego życie od niego samego zależy – to również wielkie zadanie. Niemniej ważne jest przekonanie samego dziecka, które szybko zmieni się w nastolatka, co może, jak może działać, jak się rozwijać.
Często spotykam się z niezrozumieniem i nieznajomością pojęcia „sprawczość” wśród uczniów. Młodzi ludzie nie znają tego słowa. I można ten brak uznać za symptomatyczny. Czy człowiek, który nie rozpoznaje słowa „sprawczość” jest sprawczy? Może być. W jak dużym stopniu, nie wiem. Ale może też nie być. Zadaniem dorosłego, także moim jako profilaktyka, jest odkrywać przed młodym człowiekiem to słowo, odkrywać, czyli zwrócić mu uwagę na jego własną sprawczość. Tym samym odnieść jego sprawczość do poczucia własnej wartości. Przecież to nieodłączne pojęcia. Może to być jak domino: kiedy dotknie się pierwszy klocek, następne same się poruszą zgodnie z oczekiwaniami. Ale trzeba poruszyć pierwszy.


