Epidemii czas…

Epidemia jest sytuacją, gdy na danym obszarze występują liczne przypadki zachorowań czy innych problemów zdrowotnych. Epidemia jest małą siostrą pandemii, która zbiera żniwo w postaci wielkiej liczby zgonów. To znaczy, takie rozumienie pandemii utrzymywało się przez wiele lat, do 2009 roku. Wtedy WHO zamieniło w definicji pandemii zgony na zachorowania.

Pochłonięci…

Niemal codziennie wizytując rzeczywistość w jej szkolnym przejawie, widzę epidemię. Dzieci i nastolatkowie są pochłonięci wirtualnością, a ta wirtualność ich zaprasza w swoje krainy, nicuje i niejednokrotnie wypluwa już w postaci wraka. Przesadzam? Raczej nikt, kto spotyka uczniów na lekcjach, widzi ich na przerwach, nie zaprzeczy tej obserwacji. Wirtualność w swoim najbardziej indywidualnym przejawie – smartfonie, zaanektowała nastolatka i już sięga po dzieci.

Pawłow i jego odruchy bezwarunkowe

Młody człowiek bierze telefon z nudów, z przyzwyczajenia, wręcz już machinalnie. Pawłow kształcący odruch bezwarunkowy byłby dumny! Dziś smartfon dla wielu jest przedłużeniem dłoni i zarazem oknem na świat. To przypomina klasyczny bilans korzyści i strat przy jakimkolwiek uzależnieniu. Istnieją straty, ale są też i pozytywne strony korzystania – inaczej nikogo nie wciągnąłby żaden nałóg. Nie tak rzadko obserwuję u ludzi, zwłaszcza u nastolatków pawłowski odruch sięgnięcia po telefon wtedy, gdy ktoś z otoczenia go aktywuje.

Pandemia i epidemia w jednym stały domu

Trudno nie dojrzeć, że epidemia smartfonów została wzmocniona przez panującą nam od dwóch lat pandemię. Wirus i choroba pomogły młodym ludziom zwrócić się do tej rzeczywistości, która jest szybka, łatwa i przyjemna. Pomogły zredukować kłopotliwe nieraz interakcje i relacje. Niedawno w podsumowaniu nauczania zdalnego od jednej z uczennic usłyszałam pochwałę funkcjonowania przed komputerem lub smartfonem: Nie było kontaktów [w domyśle – z rówieśnikami], nie było problemów!

Czy jesteśmy zgubieni?

Można, parafrazując biblijne słowa, powiedzieć: na początku była… świadomość. Świadomość przynosi refleksję, a do niej niezbędny jest rodzic oraz jego dziecko. To rodzic kupuje (jakże nie kupić dziecku w dzisiejszych czasach smartfona?), serwuje swemu dziecku przesył danych bez ograniczeń i… sam jest pochłonięty przez świat wirtualny. (O uzależnieniu od wirtualności swych rodziców dzieci mówią wcale nie tak rzadko. Dzieci są świetnymi obserwatorami swych rodziców. I w dodatku najlepszymi krytykami dorosłych, potrafią ich brak konsekwencji obrócić na swoją korzyść. Dlatego często, gdy słyszę o uzależnieniu rodzica, dziecko mówiące o tym po prostu usprawiedliwia siebie: skoro rodzic jest uzależniony, to nie dziwne, że ja też).

Co poza świadomością?

Kontrola. Nie tyle ograniczenia, co kontrola – brzmi lepiej i jest faktycznie przejawem sprawczości dziecka. Kiedy mały człowiek ma zadanie wyznaczone przez rodzica lub sam siebie kontroluje, nabywa umiejętność, która podnosi poczucie własnej wartości. W dobie galopującej cyfryzacji, młodzi ludzie posiadają chwiejną, zależną od innych samoocenę (casus lajków: im mniej, tym szybciej znika pozytywna samoocena).
Niech smartfon nie jest kojarzony z nudą i tym bardziej nie jest utożsamiany z remedium na nią. Uczmy swe dzieci wpływania na czas wolny – w sposób świadomy i twórczy.

A prócz tego – żyjmy, nie bójmy się rzeczywistości, do czego nawołują w stanowczy sposób hasła przed przejściami dla pieszych: „Odłóż smartfon i żyj”.

O Mnie

Od 15 lat zajmuję się zapobieganiem i pomaganiem. Profilaktyka przeze mnie realizowana
opiera się na przekazie połączonym, gdzie wiedza, emocje i kompetencje  zmierzają ku
prawdzie. Tylko pozytywny przekaz wraz ze szczerym nastawieniem na odbiorcę, daje
gwarancję dotarcia do rozmówcy.